Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 19 ]  1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Szelkowe teksty
PostNapisane: Cz, 03 gru 2009, 19:47 
Offline
Moderator
Moderator
Avatar użytkownika
 AIM  Zobacz profil

Dołączył(a): 2007.06.19
Posty: 1272
Lokalizacja: Sosnowiec
Online: 12d 45m 47s
Otoz to jest chyba najpowazniejsza rzecz jaka do tej pory napisalem... Tytul... coz. Myslalem nad: "O tym, jak to większe dobro wypacza", ale to dlugie i takie... bez werwy ;] W kazdym razie "Większe dobro". Moze sie wydac troszke powazne i nadete, ale jakby cos mam jeszcze inne teksty. A czemu mnie wzielo za literature? A bez powodu... ;P

Jonatan pracował w dziale reprodukcji już od dawna. Miał bardzo odpowiedzialne zajęcie. Dzięki niemu ludzka rasa miała dalej przetrwać, rozwijać się i ewoluować w odpowiednim kierunku. Był kierownikiem działu... Działu, który odpowiadał za to kto z kim będzie miał dzieci. Dla większego dobra trzeba się poświęcać. On poświęcał na to życie inni intymność. Nie wiadomo, kto wybrał gorszą rolę. Jonatan codziennie miał przed oczami setki jak nie tysiące genomów, a jego zadaniem było parować je, by powstało najlepsze potomstwo. A była to sprawa priorytetowa. W czasach, gdy ludzie jako rasa zaczęli podupadać, gdy postęp technologiczny niemal stanął w miejscu... Widać było, że ludzie... myślowo i genetycznie się wyeksploatowali, że dalej sami, bez pomocy nie pociągną zbyt długo. Rozwijała się więc idea pokręcona jak same czasy, w których przyszło im żyć. Ludzie muszą stać się lepszymi, wszyscy i każdy z osobna. Trzeba podnieść średnią najwyżej jak się da. Trzeba zacząć sterować ewolucją. Tak powstał Ogólnoświatowy Instytut Genetyki I Ewolucji Gatunku. IGIEG stał się wkrótce najważniejszą instytucją na świecie, głównie ze względu na poparcie tej idei przez władze oraz dlatego, że to wszystko zdawało się być większym dobrem. Tak więc Jonatan nie był jakimś zwykłym człowiekiem. Był niemal Bogiem. Od niego zależało wszystko. On robił to, co musiał. Ludzie musieli to, co on kazał. Spirala przymusu zaczynała się więc od większego dobra. Ale kto je kreował? Ludzie? Władza? Naukowcy? Nikt tego nie wiedział, a ci, którzy mieli na to jakieś wytłumaczenia byli raczej szaleni niż błyskotliwi. TO KOSMICI! - krzyczał jeden. ONI NAMI STERUJĄ! Było jeszcze parę takich teorii, równie bezsensownych. Gdyby jednak założyć, że większe dobro wychodziło od ludzi jako takich można by stwierdzić, że to wcale nie spirala. Ona nie ma końca, ani początku. Ona jest kołem. A jeśli kołem, a wygląda jak spirala... Musi się rozszerzać, dawać zmylne wrażenie końca i początku, a jednocześnie stale i stale rosnąć. Tak więc koło rosło, ale kto to widział? Kto wie do czego to doprowadzi? Ludzie? Władza? Naukowcy? Nikt... nikt nic nie wiedział, nie podejrzewał, nie starał się podejrzewać. Ważna była idea, sam fakt czynienia dobra z samej idei czynienia dobra, większego dobra. Dobra ich wszystkich. Ale czy każdego z osobna? Czy pojedynczy mężczyzna, bądź kobieta byli szczęśliwi musząc kopulować z nieznajomymi, by przysłużyć się większemu dobru? Czy Jonatan zacharowujący się przy monitorze, zgarbiony, bez życia, przyjaciół, bliskich, bez przyszłości, ale z narastającym poczuciem strachu przed błędami, jego czynami i jego odpowiedzialnością? Czy Jonatan, którego codziennie budziły koszmary zamiast budzika, zlękniony Jonatan, od którego zależało "wszystko" czuł szczęście, dobro? A przecież to ma być dobro wszystkich. Więc gdzie są ci wszyscy? Gdzie się nagle podziali? Jeśli to nie szczęście wszystkich to może chociaż większości? Ale kto tworzy tą większość?

Wiara, nadzieja, miłość... Chrześcijańska trójca cnót. Czy to one trzymają ludzi posłusznych, poddańczych? Czy dzięki większemu dobru można stworzyć im iluzję spełnienia tych cnót? Czy dzięki temu można stać się szczęśliwą jednią z nieszczęśliwymi jednostkami?


I teraz co naprawdę jest większym dobrem?
Arbeit macht frei. To hasło działa na tym samym poziomie podświadomości w mózgu. Robisz coś, co cię nie zadowala, wierząc, że to sprawi, że będziesz szczęśliwy. Masz nadzieję, że wszystko się ułoży. Kochasz już ideę, która jest wryta w twoją pamięć, wiesz, że musi być tą jedyną, bo da ci szczęście.

Indoktrynacja, propaganda... ale kto stał za tym w tej sytuacji? Niestety, do tego nikt nie dojdzie już kochając samą ideę. Tej idei nie podważy, nie podda w wątpliwość, bo w głębi serca myśli, że zaprzeczy sobie.

Tak idea staje się ciałem. Tak ciało staje się niematerialną ideą. Wypraną z inteligencji, jednostronną i nieczułą...

_________________
Obrazek

"Jeśli w ogóle istnieje Bóg, to przy tworzeniu świata nie miał zbyt dużo do roboty" - Stephen Hawking


Góra
 


PostNapisane: Cz, 03 gru 2009, 20:06 
Offline
Moderator
Moderator
Avatar użytkownika
 Zobacz profil

Dołączył(a): 2008.04.28
Posty: 1028
Online: 6h 19m 2s
mocny tekst ;) gradki

_________________
Zapraszam serdecznie na: tizenos.org.pl oraz forum.tizenos.org.pl
Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza, jednym jesteś Ty
Obrazek


Góra
 


PostNapisane: Cz, 03 gru 2009, 20:19 
Offline
Bywalec
Bywalec
12% następnej rangi
Avatar użytkownika
 Zobacz profil

Dołączył(a): 2009.10.06
Posty: 103
Online: 0s
niezly tekst, naklania do myslenia...


Góra
 


PostNapisane: Cz, 03 gru 2009, 20:19 
Offline
Nasiąknięty
Nasiąknięty
27% następnej rangi
 Zobacz profil

Dołączył(a): 2009.03.12
Posty: 427
Online: 2m 21s
Dobry tekst, tylko przeszkadzały mi nieco w czytaniu te wszystkie powtórzenia i ilość 'dobra'.

_________________
Roman Kostrzewski napisał(a):
Mój satanizm wynikł trochę z przekory. Skoro kler tak na niego wrzeszczy, to ja chętnie podyskutuję i udowodnię, że najwięcej diabła drzemie właśnie w Kościele.


Góra
 


PostNapisane: Cz, 03 gru 2009, 22:37 
Offline
Moderator
Moderator
Avatar użytkownika
 AIM  Zobacz profil

Dołączył(a): 2007.06.19
Posty: 1272
Lokalizacja: Sosnowiec
Online: 12d 45m 47s
Powtorzenia, skladnia i inne brednie... Bleh naprawde nie patrze sie na to, gdy pisze. No i mam 1 glowna zasade. Pisze w 1 terminie, znaczy na raz, nie poprawiam. Czysty strumien mysli ;PP, ale ciesze sie, ze sie wam podoba ;]

Za duzo dobra btw? Czyzby milosnik zua i ciemnosci wszelakiej? xD


PS: Skoro juz zaczalem, to jak ktos ma cos swojego pisanego, to niech sie pochwali ;]

_________________
Obrazek

"Jeśli w ogóle istnieje Bóg, to przy tworzeniu świata nie miał zbyt dużo do roboty" - Stephen Hawking


Góra
 


PostNapisane: Cz, 03 gru 2009, 22:53 
Offline
Moderator
Moderator
Avatar użytkownika
 Zobacz profil

Dołączył(a): 2009.09.28
Posty: 902
Lokalizacja: Jaworzno
Online: 6h 22m 14s
Oczywiście , że ja mam teksty , które pisałem po 3 bronach z kumplami ... Ale tego tekstu nikt nie zrozumie , dlatego się nim nie dzielę ( oj , ile do tego dochodziłem następnego dnia o co mi chodziło ) :D

A opowiadanie niezłe , napisz książkę :D

Tylko zrób tą książkę EVULL !!!

_________________
...


Góra
 


PostNapisane: Pt, 04 gru 2009, 18:13 
Offline
Chłonący
Chłonący
26% następnej rangi
Avatar użytkownika
 Zobacz profil

Dołączył(a): 2009.05.24
Posty: 313
Online: 0s
Dobre, nawet bardzo.
Tylko błędy stylistyczne strasznie utrudniają czytanie. Wiem wiem, pisałeś wszystko za jednym zamachem bez poprawiania.
Ale chyba lepiej wyglądałoby gdybyś to pozmieniał chociaż trochę :P

A tak jest ok...

_________________
Obrazek


Góra
 


PostNapisane: Pt, 04 gru 2009, 19:55 
Offline
Moderator
Moderator
Avatar użytkownika
 Zobacz profil

Dołączył(a): 2009.10.09
Posty: 303
Lokalizacja: Białystok
Online: 23h 8m 25s
Zrób coś nieco dłuższego
A co do utworu,fajnie się go czyta
Ja na przykład tak nie umiem
Tylko pogratulować :)


Góra
 


PostNapisane: So, 05 gru 2009, 14:46 
Offline
Moderator
Moderator
Avatar użytkownika
 AIM  Zobacz profil

Dołączył(a): 2007.06.19
Posty: 1272
Lokalizacja: Sosnowiec
Online: 12d 45m 47s
Cos dluzszego mam, ale fantasy i momentami wybitnie nudnawe... Musze to akurat przeredagowac ;]. Poczekacie sobie troszke ;PP
Wszyscy ladnie pieknie chwala, daja opinie itp, a nikt nic nie wrzuca swojego... No nawet wierszyka ludzie? xD

A dzis mam ochote na mroczna anty-poezje, wiersz bialy nie czepiac sie...
To macie i szczeznijcie ;P:

Zwłoki i zgliszcza,
sterty trupów...
Krew, smród, stado sępów...
Gałki oczne wydziobywane przez kruki...
Oddech śmierci czai się w każdym zakamarku ciała,
Patrzy na wszystkich trupimi oczami,
Zimnymi... do cna lodowatymi...
Mrok, zło... ciemność
i trupy
zgarnięte w kupę...
poskręcana, powyginana masa mięśni...
zdaje się, że błaga... błaga o przywrócenie życia...
Za szybko odebranego...
Kosa tnie równo i szybko,
żniwa nie trwają długo.
Po jesieni zawsze następuje zima,
czas chłodu i zimnej rozpaczy...
Trupy więdną, karleją
rozkład...
odwieczny krąg natury...
w nienaturalnym wydaniu.
świat sczeźnie w ciemnościach...
a robactwo i rozkład będą władać nadal.
Piękno mija, rozkład zostaje.
Jeśli piękno jest wieczne,
to pięknem jest rozkład.
Niszczenie, kruszenie, smród, zgnilizna, powykręcane zwłoki.
Świat takie wieczne posiada uroki.


Kto dojrzy tu ukryty barokowy koncept i uzasadni jego metafore dostanie ciastko ;]
OO taaa a teraz dzieci idzcie spac. AVE SATAN! xD

PS: Tez pisane na raz, bo mi sie nudzilo, a pizdzi za oknem to tak mnie natchnelo ;PP

_________________
Obrazek

"Jeśli w ogóle istnieje Bóg, to przy tworzeniu świata nie miał zbyt dużo do roboty" - Stephen Hawking


Góra
 


PostNapisane: Cz, 18 mar 2010, 22:36 
Offline
Moderator
Moderator
Avatar użytkownika
 AIM  Zobacz profil

Dołączył(a): 2007.06.19
Posty: 1272
Lokalizacja: Sosnowiec
Online: 12d 45m 47s
Hmmm nie mam coś ostatnio pomysłu na moja zuą poezje... Dlatego opowiadanko:

Był sobie raz Glorft, taki jak inne Glorfty... Na imię miał Glorft, bawił się z innymi Glorftami, pracował z innymi Glorftami, jego glorftowe życie było piękne i bajeczne w glorftowym świecie.
Lecz pewnego ranka Glorft miał sen... Zrozumiał dzięki niemu, ze tak naprawdę jego świat to bujda, a było to tak:
Gdy śnił był istota iście piękną dla niego, a zarazem dziwna, odległą. Zwal się Człowiekiem, człowiek ten posiadał ciało bardziej... wykwalifikowane niż jego własne, bardziej szlachetne... Czul się jednak w nim jak u siebie, jak w domu, jakby zawsze nim był. Świetnie odnajdywał się pośród innych ludzi, choć czul swoja odmienność, a zarazem zażyłość z ta przedziwna rasa... Wiedział, ze jest Glorftem, choć prześwitywała mu myśl, ze jest człowiekiem... Ze w głębi serca tu jest jego miejsce... Lecz czy ten sen to tylko sen?? Czy jawa to sen?? Czy sen to prawda?? Czy jawa to prawda?? Czy sen to jawa?? Czy fałsz to prawda?? Wszystkie te i wiele więcej pytań kołatało mu się w głowie... Bo będąc człowiekiem ją miał...
Po roku jakby się zdawać mogło obudził się. Okazało się, ze minęła jedynie glorftowa część dnia przeznaczona na sen... Glorft nie mógł się otrząsnąć z tego, co zobaczył. Chciał za wszelka cenę rozwikłać zagadkę jego istnienia... Czy był Glorftem?? Czy człowiekiem?? Glorftem choć był, czul się nim coraz mniej, a coraz bardziej stawał się człowiekiem... Inne Glorfty zaczęły zauważać w nim coś dziwnego. Zaczął być posępny, nie bawił się i nie pracował samemu, a co gorsza NAWET z innymi. W końcu zaniepokojenie sięgnęło zenitu i wysłano do Glorfta kilku jego pobratymców. Glorft przywitał ich od niechcenia jakby ich nie zauważając, cały czas był nieobecny... zadawali mu pytania... "Czy ty to..." "Czy ty tamto..." "Z kim, po co..." Ale on nie słuchał, przytakiwał tylko bezrozumnie, czekając tylko aż będzie mógł znowu zasnąć.
Gdy nastała następna pora na sen, Glorft zasnął najszybciej, lecz teraz obrazy zadziwiły jego samego na wskroś... Zobaczył miasta, wioski, ulice, domy, słońce, lasy , laki, pola, przyrodę... i w środku rozpoznał siebie-Człowieka, któremu zdawało się, ze jest w domu, na swoim miejscu. Zaczął podróżować po tej dziwnie znajomej krainie przepełniony emocjami, ciepłem, jasnością. Tak minął kolejny rok...
I gdy się obudził znowu był Glorftem... Znowu nie miał konkretnego ciała, brak w nim było piękna, indywidualizmu... Powoli zaczął popadać w depresje i odizolowanie od społeczeństwa... Znowu musiał przecierpieć w tym ciele cały dzień... Zaczął gardzić sobą... pobratymcami... życiem... wszystkim co miał. Jego naród zaczął się go obawiać. Wysłali kolejne poselstwo, tym razem bardziej stanowcze... Tym razem Glorft ich zauważył i zaczął żywo przeczyć ideom, które głosiło poselstwo... Spokoju, opanowania, umiłowania równości, jedności i pracy. Zaczął bredzić coś o jakichś Ludziach z odległego świata, którzy są nieskończonym pięknem i doskonałością, i do tego każdy z nich jest inny... Zaczął namawiać Glorfty, by poznały prawdę, by uwolniły się... Lecz nikt go nie słuchał... Wszyscy patrzyli z przerażeniem na szaleńca. "Co mu jest??" "Czy jest obłąkany??" "Co mogło go wprowadzić w to szaleństwo??"
Gdy poselstwo odeszło zebrała się narada narodu glorftowego...:
(Występujące postacie: Glorft1, Glorft2, Glorft3, Społeczność Glorftów.)
Glorft1: Co z nim zrobimy??

Glorft2: No właśnie co... Ja uważam, ze należy go odizolować... Jest niebezpieczny... Co jeśli inni zaczną tak myśleć??

Glorft1: Nie możemy postępować pochopnie, to w końcu jeden z Nas. Jesteśmy społecznością, jesteśmy jednością, jesteśmy GLORFTAMI, musimy się wspierać!

Społeczność Glorftów: Racja! Nie możemy odrzucić jednego z nas! To byłaby zdrada naszych wartości, naszych idei!

Glorft2: Czy nie rozumiecie, ze on stanowi zagrożenie... TAK! Zagrożenie dla naszych idei!!! Dla naszych wartości!!! Dla całego naszego swiata!!!

Glorft3: Musimy go... Musimy go zabić... TAK! TAK! ZABIĆ!

Społeczność Glorftów: ZABIĆ, ZABIĆ, ZABIĆ!!!

Glorft2: Tak, to jest jakieś wyjście. ZABIJMY GO!!!

Glorft1: Tak oto giną bezpowrotnie wszystkie nasze dni powszednie... ginie stary porządek, zaczyna się nowy...

Społeczność Glorftów: Ku nowym czasom! Niech Odmieniec ZGINIE!

Tymczasem nieświadomy niczego Glorft pogrąża się we śnie... Śnią mu się ludzkie namiętności, uczucia, żądze... Odczuwa wszystko... Zdaje mu się, ze to wszystko... jest jakieś... dziwnie znajome, choć nowe i zaskakujące zarazem... Spędza kolejny rok na wojnach w miłości, przyjaźni, rodzinie...
Nazajutrz Społeczność Glorftów zbiera się pod chata Odmieńca:
Niech zginie, wyprujemy mu flaki...
Nie będzie tu więcej takich...
Nie mamy zamiaru się poddać...
Niech on tylko spróbuje nam się nie oddać!

Mamy szpony i pazury...
Mamy kije no i rury...
Mamy strzelby i bagnety...
Mamy PISTOLETY!

Umrzeć mu już umrzeć czas...
Nie pasuje on do nas...
Nie ma w nim krzty z Glorfta!

Niech dziś spełni się nasz sad...
Niech odmieniec zniknie stad...
By oczyścić naród Glorfta!
Słysząc to odmieniec wstaje z loża i podchodzi do okna... Tłum zaczyna na niego patrzeć ze zmieszaniem zdziwienia i przerażenia. Oto przed nimi stoi postać, jakiej nigdy wcześniej nie widzieli, nader piękna i doskonała. Widza ja i nie wierzą własnym oczom. Teraz dopiero zrozumieli, ze Odmieniec mówił prawdę...
Sam Odmieniec nie miał pojęcia o swojej metamorfozie... Dopiero gdy spojrzał na siebie zobaczył znajome mu ręce człowieka, którym był we śnie... Człowieka, którym zawsze pragnął zostać... Człowieka pięknego i doskonałego. Zszedł na dol, by przekonać się, ze to nie sen... Spytał się pierwszego z kolei Glorfta: "Czy to sen??" Glorft zdziwiony odpowiada: "Odmieńcze, czy to ty?!" , "Tak, to chyba ja... prawdziwy ja..."
Ten Glorft był mu w stanie uwierzyć, ale w całej reszcie społeczności wygrało przerażenie, zdziwienie odeszło na bok... Społeczność poczuła, ze ten Człowiek jest dla nich zagrożeniem, ze jest lepszy od nich... piękniejszy... doskonalszy. Cala społeczność rzuciła się na biednego Odmieńca, którego bronił tylko jeden Glorft. Siłą rzeczy musiał umrzeć... Umierając Odmieniec zaczął wędrówkę przez ciemny tunel, który prowadził do jego snu... Tak wieczny sen, wieczna radość...
Gdy jego sen zaczął się zdawać rzeczywistością, zdał sobie sprawę, ze leży na łóżku w swoim pokoju, budzik dzwoni jest 7:00 znowu pora wstawać do szkoły... Ehh co za głupi sen...

_________________
Obrazek

"Jeśli w ogóle istnieje Bóg, to przy tworzeniu świata nie miał zbyt dużo do roboty" - Stephen Hawking


Góra
 


PostNapisane: Pt, 30 kwi 2010, 23:17 
Offline
Moderator
Moderator
Avatar użytkownika
 AIM  Zobacz profil

Dołączył(a): 2007.06.19
Posty: 1272
Lokalizacja: Sosnowiec
Online: 12d 45m 47s
Tak wiem... i tak nikt tego nie czyta, ale co mi tam :P Mam wierszyk, ktory mozna czytac normalnie i wychodzi dziwny, ale w miare sensowny belkot. Jest jednak pewien sposob/myk/trik/klucz, ktory pozwala odkryc jego drugie dno i "wlasciwa tresc". Ciekawe, czy ktos sie podejmie zadania... PROCZ ZIOTA! xD ktory dostal juz tyle podpowiedzi, ze w koncu na to wpadl :lol:

Mmmmmmmm...


Przewijam ćmy, ślinim czyjeś lem
Dzić jak dziecię,
Modna mleźć swój czam,
Sprzeżyć swom, jem miejscem.

_________________
Obrazek

"Jeśli w ogóle istnieje Bóg, to przy tworzeniu świata nie miał zbyt dużo do roboty" - Stephen Hawking


Góra
 


PostNapisane: So, 01 maja 2010, 10:57 
Offline
Obyty
Obyty
60% następnej rangi
Avatar użytkownika
 AIM  Zobacz profil

Dołączył(a): 2008.09.12
Posty: 660
Lokalizacja: Bydgoszcz
Online: 17m 34s
już i tak dałeś podpowiedź :D
no ale pewnie i tak nikt poza mną jej nie zobaczy xD
ps. 2 część jest duuużo łatwiejsza... :P

_________________
Obrazek

ZIOT "Anty-Sapiens EP" JUSZ JEZD! :D Zapraszam do działu "Twórczość Forumowiczów" ;)
http://www.myspace.com/ziott


Góra
 


PostNapisane: Pn, 12 gru 2011, 15:39 
Offline
Moderator
Moderator
Avatar użytkownika
 AIM  Zobacz profil

Dołączył(a): 2007.06.19
Posty: 1272
Lokalizacja: Sosnowiec
Online: 12d 45m 47s
Za impulsem idąc: Chciałbym otworzyć serię pojebanych dramatów o zaskakującym tytule: "Pojebane dramaty"

W małej wiosce nieopodal Mścibobrów w Wielkopolskim mieszkała sobie Irenka. Była na swój sposób normalną dziewczyną z pospolitymi pragnieniami. Chodziła do liceum w pobliskim mieście, była na profilu humanistycznym. Lubiła czytać. Szczególnie science fiction. Opowieści o dalekich gwiazdach, odległych, nieznanych cywilizacjach zawsze ją ciekawiły. Jej tata prowadził seanse w planetarium i często zabierał córeczkę ze sobą, gdy była mała. Patrzała wtedy swoimi wielkimi błękitnymi oczami i rozdziawioną mordką na pokaz. Zawsze był podobny, ale jej to nie przeszkadzało. Była w swoim własnym, małym kosmosie. Brakowało jej tego... Po śmierci ojca... niewyjaśnionej... nie mogła się pozbierać. To mama kupiła jej pierwszą książkę sci-fi na urodziny i o dziwo... pomogło.

Wracając jednak do faktycznej części opowieści - Irena właśnie zmierzała jak prawie co dzień do szkoły piechotą idąc przy drodze i czytając jakąś książkę. Tę wypożyczyła od miejscowego poszukiwacza tajemnic... chłopaka, który dzień w dzień starał się szukać dowodów na poparcie swoich dziwnych hipotez. Miała bardzo dziwny tytuł: "UFO planują inwazję przy pomocy ROBO-LUDZI!" Autorem był nie kto inny jak najsławniejszy amerykański zapaleniec UFO Derreck Cutaffinsky. Czasami lubiła czytać takie "bzdety". Lubiła się czasem pośmiać z tych wydumanych teorii spiskowych i kretyńskich pomysłów ich twórców. Tutaj na ten przykład strasznie śmieszyło ją jakoby Obcy porywali ludzi na swoje statki, wyjmowali im większość narządów zastępując je maszynerią podtrzymującą życie i przeszczepiali sobie je mając tym samym usprawnić swoje ciała. Właśnie zaczęła się głośno śmiać, gdy koło niej przejechał ten chłopak... ten sam porąbaniec goniący za UFO, który pożyczył jej tą książkę. Zainteresowany tym, z czego dziewczyna się tak śmieje zszedł z roweru i w swoim pełnym oprzyrządowaniu łowcy tajemnic rzucił jej:
"Co cię tak bawi? To ta książka? A myślałem, że ty jako jedyna podchodzisz do tego serio... Przychodziłaś do mnie pytając o nowości. Jak mogłaś tak bezczelnie łgać mi w twarz?! A ja cię lubiłem! Jeszcze ci udowodnię, że się mylisz! Wszystkim udowodnię! Po czym w pośpiechu wskoczył na rower gubiąc przy tym coś i odjechał nim Irenka zdążyła wyjść z szoku!"
Jak już zamknęła usta i przestała wybałuszać gały zaczęła się śmiać jeszcze mocniej niż poprzednio i wróciła do czytania. Przechodząc przez miejsce, gdzie zatrzymał się rower kopnęła coś i zaintrygowana sprawdziła co, bo nie brzmiało to jak kamień... To było coś, co... przypominało niebieską piramidkę z wyżłobieniami... metalową. Uznała, że odda to Wiktorowi w ramach przeprosin, a jeśli nie przyjmie, to cóż, ładnie wygląda, więc postawi sobie na półce.

Cały dzień w szkole minął bez jakichś większych rewelacji. Poza tym, że znowu jakichś dwóch pobiło się o Anetę. "Ta suka... sama ich podpuszcza, ale oni tego nie widzą... kretyni" - pomyślała, pokręciła głową i wróciła do czytania. Po powrocie do domu skończyła książkę od Wiktora i z udawanym zaskoczeniem stwierdziła, że ta piramidka, musi być wykonana na podobieństwo tej z książki, która jakoby była zrzucana na Ziemię przez obcych, by naprowadzić ich na cel. Podobno piramidki miały moc przyciągania do siebie wzroku ludzi i skłaniania nieszczęśników, to zabrania ich do siebie... Jak tylko przypomniała sobie ten fragment zaśmiała się i zeszła na obiad...
-Mamo wierzysz w UFO?
-Nie zaczynaj znowu! Mówiłam ci, że to całkiem możliwe, żeby istnieli. Nawet tata tak mówił: "Są miliardy galaktyk, a w każdej miliardy gwiazd. Planet jest zatem pod dostatkiem. Na którejś mogło pojawić się życie, które rozwinęło się technicznie do takiego poziomu." Czy jakoś tak. Byłoby ciekawiej, gdyby okazało się to prawdą, nie?
-Nie mów, że wierzysz też w te brednie, że porywają ludzi, robią eksperymenty albo rysują kręgi w zbożu?
-Hahaha, tego nie powiedziałam. Przestałabyś lepiej czytać te bzdety i wzięła się za naukę... albo chociaż za obiad, hahaha...
Mama ujrzała tylko grymas zajadłej wściekłości na twarzy córki, uśmiechnęła się i wróciła do swoich spraw. Irena po skończeniu obiadu instynktownie sięgnęła ręką po coś... Okazało się, że sięgała po piramidkę...
"Skąd się tu wzięła, przecież jej ze sobą nie brałam... w ogóle tego nie pamiętam! Kładłam ją na stół koło siebie? Kiedy? Po co? Czemu mama niczego nie zauważyła?" Potem zdała sobie sprawę z całej paranoi jaką odstawia, westchnęła, podziękowała mamie za obiad, wzięła piramidkę ze sobą i poszła do pokoju. Tam zaczęła się jej uważnie przyglądać i rozmyślać nad różnymi kosmicznymi durnowactwami... Od Obcych przez chore teorie do istoty życia i wszechświata. Nawet nie spostrzegła kiedy odpłynęła w krainę snów. Śniło jej się, że leci statkiem kosmicznym, zwiedza galaktyki, podziwia piękno wszechświata i spotyka dziwy, które nie mieszczą się w głowach przeciętnych ludzi. Dumne i wyniosłe rasy, straszne i oślizgłe insektoidy, rośliny o niespotykanych kształtach, nieba z kilkoma słońcami, piękne i dziwne krajobrazy. Aż nagle ŁUP! wybuchł jeden z silników. Okropny hałas i coś jakby trzęsło, drżało. Obudziła się z krzykiem tuż przed wybuchem...

I usłyszała... kamienie tłukące w jej szybę. Jak na drugą w nocy było całkiem jasno. Na zewnątrz stał Wiktor i machał energicznie by zeszła na dół. Wyglądał na poddenerwowanego, ale i jakby dumnego. Przetarła oczy i wyszła na zewnątrz. Od razu podbiegł do niej Wiktor krzycząc: "A NIE MÓWIŁEM! Teraz mi uwierzą! Chodź, że wreszcie!" Wziął ją za rękę i zaczął pędzić za jej dom. Gdy tylko ściany domu przestały zasłaniać ujrzeli statek kosmiczny. Jego wygląd przypominał coś... Irena nie mogła sobie przypomnieć co...
-Widzisz?! Mówiłem! Oni istnieją. Szkoda tylko, że zgubiłem klucz. Przepadnie taka okazja!
-Co? Jaki klucz? - zapytała ospale Irena. - Co tu się w ogóle dzieje?
-Nie widzisz? To jest cholerne UFO!!! Takie jak w książce! Cutaffinsky jest geniuszem! W końcu mam dowody!
-Ej, czy ty nie próbujesz mnie wkręcić? To nie jest jakaś makieta, czy coś? Jeżeli tak, to jesteś najbardziej chorym debilem jakiego widziałam! I o co ci chodzi z tym kluczem?!
-No klucz... Piramidka no! Nie czytałaś? Dzięki niej można wejść do środka! A ja ją zgubiłem...
Irena troszkę oprzytomniała i poczuła, że przecież ma piramidkę przy sobie... Znowu nie pamiętała kiedy ją zabrała. Nie czas jednak na to skąd się tu wzięła, ale raczej na to, co ten kretyn znowu kombinuje!
-Pytam ostatni raz... Nie wkręcasz mnie z tym cholerstwem?! Jeżeli tak, to spalę cię tutaj żywcem razem z tym całym cholerstwem! - krzyczała na niego wymachując przed nosem zapalniczką.
-NIE! Jak miałbym to niby tutaj przynieść i zbudować w jedną noc?! Przysięgam, to jest prawdziwe... I co... Co teraz zrobisz?
-Phi... Nie wierzę ci. - powiedziała i pobiegła w stronę statku.
-Stój! Zaczekaj! A co jeśli...

Tu wypowiedź się urwała, bo Irena przeniknęła przez ścianę... Zdawało jej się, że jest ona nieco dalej... dziwne. W każdym razie w środku nie było normalniej. To jednak nie była makieta... Wszystko zrobione z tego samego metalu, co piramidka, z podobnymi żłobieniami. Tylko tutaj czasami były też ekrany, pokrętła, dźwignie... Nagle poczuła ogromny, paraliżujący ból w głowie. "Przybyłeś! Witamy! Wyjdź z pokoju i kieruj się na lewo... Ułóż się wygodnie na stole, doktor powinien cię przyjąć lada moment" Głos brzmiał jakby ktoś... podszywał się pod pielęgniarkę z miejscowej przychodni. Widząc, że ból odpuszcza tylko wtedy, gdy robi, co jej kazano Irena wyszła z sali, poszła korytarzem w lewo, weszła w drzwi na wprost i położyła się na łóżku. Nie patrzyła na boki, czuła, że nie powinna. W końcu pojawił się doktor - Wielka głowa, małe, różowe ciałko... znaczy... małe w stosunku do wielkości głowy. Ciało odpowiadało wielkości ludzkiemu, ale było widać, że jest wątłe. Głowa zaś była rozmiarów gigantycznych dyń, jak z głupich wiadomości. Wielkie czarne, owalne oczy wpatrywały się w nią. Nic nie mówił, a jednak słyszała jego głos odpowiadający na wszystkie jej dziwne, głupie i te mniej, pytania i myśli.
<Na 100% będą mnie operowali... Umrę tutaj!>
"Tak, będę operował... Nie."
<Czemu mówili do mnie jak do faceta... Jestem aż tak...>
"Tak, spodziewaliśmy się, że będziesz mężczyzną, jak widać nie jesteś, więc twoje narządy będą prezentem na rocznicę ślubu dla mojej żony. Ucieszy się."
<I pewnie będzie jak w tej debilnej książce... Inwazja robo-ludzi... Co za pojeb to wymyślił?!>
"Tak, zamienimy cię w cyborga, którego użyjemy w końcowej inwazji. Ja"
<Ciekawe, czy chociaż wykasują mi pamięć...>
"Tak, wykasujemy ci pamięć."
<albo wytną mózg... Już lepiej być warzywem niż pamiętać to pojebaństwo...>
"Nie, nie wycinamy mózgów, mamy lepsze."
<Haha... czemu myślę teraz o tym, że mojemu psu smakuje wątróbka? I to akurat wtedy, gdy jakiś dziwoląg grzebie mi w myślach!>
"Wątróbka... smaczna? Cóż, dla nas to marnotrawstwo, szczególnie dawać ją zwierzętom do zjedzenia"
"Haha, za późno" - na stwierdzenie: <Mogłabym oddać narządy na rzecz ofiar wypadków albo chociaż sprzedać nerkę za 100 000 zł...>

"Uhh jakim cudem ja tyle ważę! Nigdy nie byłam grubej kości... Gdzie się to odkłada do cholery!" Pomyślała stając już na piątej wadze w tym miesiącu. Nie pamiętała, żeby ktoś jej kiedyś mówił o podobnym przypadku tak znacznego wzrostu wagi. Całe 5kg! W JEDEN DZIEŃ! Nie do pomyślenia. A nie widać różnicy... Nie mogła też za cholerę przypomnieć sobie gdzie posiała piramidkę i czemu Wiktor cały czas truje jej dupę, by sobie coś przypomniała. Skończy liceum i pojedzie na jakiś uniwersytet z dala od tego pojeba i całej tej zakichanej dziury. Cały czas uczepiała się tej myśli i czytała... Aż nadszedł koniec kalendarza Majów i się zaczęło...

_________________
Obrazek

"Jeśli w ogóle istnieje Bóg, to przy tworzeniu świata nie miał zbyt dużo do roboty" - Stephen Hawking


Góra
 


PostNapisane: Pn, 12 gru 2011, 19:34 
Offline
Nasiąknięty
Nasiąknięty
44% następnej rangi
Avatar użytkownika
 AIM  Zobacz profil

Dołączył(a): 2008.10.27
Posty: 444
Online: 5d 21h 37m 15s
**************

//nie obrażamy innych userów
usz

_________________
Obrazek yymmm Lubie kakaowe oczy!
"Wszystko co widzę istnieje, ale nie jest prawdziwe"


Góra
 


PostNapisane: Pn, 12 gru 2011, 20:47 
Offline
Moderator
Moderator
Avatar użytkownika
 Zobacz profil

Dołączył(a): 2008.12.22
Posty: 1121
Lokalizacja: tak
Online: 11d 22h 42m 31s
Niezły surreal :D

_________________
aye


Góra
 


Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 19 ]  1, 2  Następna strona

 Podobne tematy   Autor   Odpowiedzi 
teksty (Dział: Twórczość forumowiczów)

rymowkonstruktor

15

Teksty do muzyki bluesowej. Pomocy! (Dział: Twórczość forumowiczów)

Orzeszeek

3



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości


1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 Engine by phpBB, © Copyrights by i-doser.pl
Forum chronione jest prawem autorskim. Kopiowanie, badź rozpowszechnianie materiałów na nim zamieszczonych lub ich części bez upoważnienia bądź podania źródła pochodzenia informacji jest zabronione.
Treści znajdujące się na stronie służą celom informacyjnym oraz edukacyjnym. Administracja nie ponosi odpowiedzialności za materiały zamieszczane przez użytkowników. Administracja serwisu nie czerpie korzyści materialnych z tytułu prowadzenia serwisu.